19 lut 2016

zmiana warty

Muszą być wysocy i przystojni. Dopiero wtedy mają prawo pełnić straż honorową przed Grobem Nieznanego Żołnierza na placu Sindagma oraz przed pałacem prezydenckim. Należą do elitarnej grupy i zwani są ewzonami. Ich strój wzorowany jest na tradycyjnym ubiorze górali macedońskich z Evzoni. Podczas pełnienia honorowej straży stoją nieruchomo, a zmiana pozycji przysługuje co pół godziny. 

Ubrani są w plisowane krótkie spódniczki, tzw. fustanelle zaprasowane w 400 fałd upamiętniających 400 lat niewoli tureckiej. Na głowie noszą czerwone czapki z frędzlami na wzór turecki. Na nogach mają założone białe getry z doczepionymi za kolanami pomponami. Pompony zdobią również caruchi, podkute czerwone trzewiki. Podczas wojny z Turcją pompony były miejscem chowania małych noży. Natomiast ruch podniesionej do góry nogi, oznacza kopniaka skierowanego w stronę dawnego tureckiego najeźdźcy, zakończonego „strzepnięciem wroga z buta”. Skórzane pasy przypominają górskie pochodzenie ewzonów, gdzie pas był symbolem męskości, jednocześnie pełnił funkcję schowka na pieniądze, przypinano do nich pistolet i szablę.

Zmiana warty odbywa się przez całą dobę o każdej pełnej godzinie.



















16 lut 2016

akropol

Góra, na której stoją świątynie Akropolu, jest piękna; z trzech stron gwałtownie spadające, prawie prostopadłe stoki w kolorze sinoszarym. 


Tylko od strony morza stok jest łagodniejszy, ale zawsze pielgrzymka na święte wzgórze miała charakter dość uciążliwego wspinania się.


Skała Akropolu ma wysokość 50 metrów. Płaski szczyt góry ma kształt zbliżony do trójkąta o podstawie 150 metrów i długości 300 metrów. Już w tych liczbach odkryć można naturalny moduł i zasadę proporcji, jakby ziemia sama podawała pierwszy takt rytmom architektury.




Wybrałem "dla siebie" Propyleje i Partenon dla ich rozmachu, masy i porządku. 
Świątynia Nike była zbyt filigranowa, aby odczuć jej kamienną materialność, sprawiała na mnie wrażenie udanej kopii, dobrego wypracowania na tematy klasyczne. Portyk kariatyd szpeciły metalowe rury podpór, odbierające budowli sens i zamierzoną lekkość. Same kariatydy, okaleczone i odarte z wdzięku, zatrzymane były jakby w połowie drogi między kształtem ludzkim a kolumną.






Czy będę miał odwagę przyznać się, jeśli święte wzgórze i ocalałe na ziemi resztki świątyń nie przemówią do mnie, jeśli okażą się jedną z wielu, a nie jedyną czy przynajmniej wyjątkową ruiną, pośród wielu rozsianych po świecie ruin?




Jeśli dobrze przypominam sobie tę chwilę, zacząłem liczyć, po prostu liczyć kolumny - osiem, siedemnaście i znów osiem, siedemnaście, dokładnie tyle, ile rysowało się w zeszytach szkolnych.



Po południu, w dzień naszego przybycia, gdy znalazłem się na Akropolu i kiedy objąłem spojrzeniem krajobraz, nagle przyszła mi ta dziwna myśl: „A więc to wszystko istnieje naprawdę, tak jak tego uczyliśmy się w szkole”.






No więc tak: stojąc na Akropolu przywoływałem dusze moich poległych kolegów, użalałem się nad ich losem, już nawet nie nad śmiercią okrutną, ale współczułem, że odebrana im została niewyczerpana wspaniałość świata. Sypałem ziarna maku na zapomniane groby.




cyt. Zbigniew Herbert, Zygmunt Freud